XIX Bieg św. Dominika

Posted by in Śródmieście

W sobotę, 4 sierpnia, na ulicach Głównego Miasta odbył się XIX Bieg św. Dominika. Najgłośniejszy medialnie był “Bieg elity” na dystansie 10 km, ale o nim możecie poczytać w mediach. Zapewne znajdzie się tam też informacja o biegu VIP – ów na dystansie 940 m.

U mnie natomiast – relacja z tego, co działo się wcześniej. A więc “Prologu” (1 km) i biegu kobiet i mężczyzn na dystansie 5 km. i to relacja z pierwszej ręki, jako że nieformalny klub Gdanskzdolu.pl wziął udział w obu tych biegach.

Zacznijmy od prologu, który miał być taką rozgrzewką, zachęcającą ludzi do biegania. Faktycznie, udało się, przez uliczki Głównego Miasta przetoczyła się fala ludzi w charakterystycznych, żółtych koszulkach (barwy sponsora tytularnego biegu, ale niżej podpisany biegł oczywiście w koszulce czarnej).

Całość odbyła się dość sprawnie i nawet dwuminutowy poślizg w rozpoczęciu biegu nie przeszkadzał. Mam nadzieję, że ta masa ludzi, którzy sprawdzili się na krótkim dystansie, przełoży się na wzrost biegających codziennie. Drobnym problemem było też źle ustawione nagłośnienie – osoby stojące tuż przy linii startu nie słyszały nic z tego, co konferansjerzy zapowiadali ze sceny.

A niecałą godzinę później rozpoczął się bieg właściwy (z punktu widzenia piszącego te słowa), to jest wyścig na dystansie 5 km. Nie powiem, było ciężko, zwłaszcza na nasłonecznionym odcinku pomiędzy Ogarną a Złotą Bramą. No i poranny Parkrun na 5 km też robił swoje – ale udało się przebiec całość, nawet z niezłym czasem…

…jak podejrzewam. Bo tylko podejrzewać mogę – pomimo chipa przy bucie nie mogę podać dokładnego pomiaru czasu. Z dwóch powodów:

  • podczas biegu nie zmierzono czasu netto, a więc pomiędzy przekroczeniem linii startu i mety, a jedynie czas brutto (od sygnału startowego do przekroczenia linii mety); ponieważ nie można wszystkich ustawić w jednej linii na starcie, automatycznie ci stojący dalej mają gorsze czasy – o kilka do kilkunastu sekund,
  • korek na mecie, gdzie utworzono wąskie wejście dla kończących bieg, a jednocześnie zaraz za linią zaabsorbowano ich odrywaniem kart startowych (biorących udział w późniejszym losowaniu nagród) czy wyplątywaniem chipów, nie dając na to wystarczającej przestrzeni; skutkiem tego wbiegłem na metę około 24:12 (spojrzałem na zegar), po czym jeszcze przed linią pomiaru czasu odstałem swoje w kolejce, aby skończyć z czasem 24:30 – kolega, który wbiegał razem ze mną (dziękuję za wsparcie na ostatnich metrach!)utknął w tłumie i skończył z czasem 24:37.

Mam nadzieję, że te uwagi dotrą do organizatorów jako konstruktywna krytyka i za rok nie będzie już takich niedociągnięć. Polecam rzucić okiem na Gdynię, która organizuje fantastycznie biegi na 10km – warto czerpać z doświadczeń sąsiadki.

Poprawny pomiar czasu to podstawa w tego typu imprezach – i konieczność, jeśli chce się faktycznie zachęcić ludzi do biegania. Niestety, tu dokładny pomiar dostali tylko zwycięzcy, którzy i tak na starcie stali w pierwszej linii. Przy okazji – wielkie brawa dla najszybszych: pani Iwony Lewandowskiej (16:06) i pana Pawła Szostaka (15:25).

A Wy – czujecie się zachęceni do biegania taką imprezą? A może lubicie biegać, ale nie w tłumie? Dajcie znać w komentarzach lub na Facebooku.

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter