Ja tylko chciałem kupić bilet…

Posted by in Przymorze

Moje ostatnie podróże SKM to nie tylko przygody z peronami w remoncie i słabą komunikacją z pasażerami. To także zmaganie się z prozą życia codziennego. Ot, choćby z kwestia kupna biletu okresowego. Nie ukrywam, że uwielbiam korzystać z automatów biletowych – jakoś to szybciej, dyskretniej i nowocześniej… Więc gdy musiałem kupić bilet tygodniowy (zaledwie), to podszedłem do automatu na peronie Gdańsk Przymorze – Uniwersytet (chyba druga najdłuższa nazwa przystanku w Trójmieście).

Gdy przeklikałem się przez opcje wyboru daty i trasy, zacząłem wbijać nazwisko. Już wcześniej coś mi nie pasowało, ale dopiero teraz zrozumiałem, o co chodzi. Próba wpisania nazwiska wyglądała następująco:

B – A – RR – kasuj (brak reakcji) – kasuj (brak reakcji) – kasuj (kasuj kasuj) – A – R – TT

Zresztą każda literka była okupiona kilkukrotnym stukaniem w ekran.

Ale to nie wszystko, najlepsze było, gdy przyszło do płacenia. Mój błąd, że nie przyjrzałem się automatowi, tylko szaleńczo rzuciłem się do kupowania. Po przeklikaniu się przez wszystko, przez co można było się przeklikać, wyciągnąłem portfel, jakiś banknot i…

Oczywiście automaty SKM nie są tak nowoczesne, jak te ZTM. Kartą też nie zapłacę. Choć miejsce na terminal najwyraźniej przygotowano.

Ciekawe, co by było, gdyby ktoś kupował bilet miesięczny. Albo kwartalny. Są takie w ofercie. Można wtedy płacić pięciozłotówkami, prawda?

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter