Spacer po Wrzeszczu Dolnym z iBedeker.pl

Posted by in Wrzeszcz

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy moich relacji ze spacerów organizowanych przez iBedeker.pl nie ograniczyć tylko do pokazu slajdów. Nie od dziś wiadomo, że zwiedzanie z Ewą Kowalską to sprawdzona marka, a próba przelania na ekran tego wszystkiego, co opowiada Aleksander Masłowski przekracza zdolności osoby niebędącej zawodową stenotypistką.

Ale mimo wszystko spróbuję.

Niedzielne popołudnie. Słońce zwodniczo wychylało się zza chmur, nieudolnie przekonując, że w cieniu wcale nie jest chłodno. Nie odstraszyło to ponad 300 osób od stawienia się karnie przed kościołem na Czarnej (tak, wiem, że to kolegiata i nie na Czarnej, ale nie bądźmy drobiazgowi – i tak wiadomo, gdzie to jest).

Uzbrojeni w dobre humory, megafon i firmowy parasol bloga Ewy, wyruszyliśmy do Dolnego Wrzeszcza, aby meandrować w okolicach ul Wajdeloty. Zaczęliśmy poważnie, od nazistowskiego graffiti (na szczęście już dość nieczytelnego, czas robi swoje).

Potem poznaliśmy historię Dworu Kuźniczki i sąsiadującego z nim parku. A ja po raz kolejny z podziwem patrzyłem na sylwetkę Neptuna, coraz bardziej górującą nad okolicą. Nie mogę się doczekać ukończenia elewacji.

Następnie, słuchając o browarze, zadumaliśmy się nad przemijalnością tego świata. Przyczynkiem do tej refleksji był zlikwidowany już staw pomiędzy terenami browaru a stacją kolejową. Wszystko płynie, chciałoby się powiedzieć, ale jako że to staw, a na dodatek osuszony, to jakoś nie wypada.

Zahaczyliśmy też o wioskę indiańską. Która z Indianami Rdzennymi Amerykanami nie ma nic wspólnego. A tak przede wszystkim to kiedyś było lotnisko. I to w sumie jest najistotniejsze – kto jeszcze nie wiedział, ten już wie. Zanim w latach 20. minionego wieku samoloty zaczęły lądować na terenach dzisiejszej Zaspy, gdańskie lotnisko było właśnie tu. Pomyślcie, jakby to było, gdyby tak zostało do dziś. PKM nie byłaby potrzebna, a Galeria Bałtycka zapewne byłaby strefą wolnocłową.

Wycofując się z indiańskiej wioski (rezerwatu?) dotarliśmy pod dwa gdańskie licea. Reklamujące się dość ciekawymi hasłami (zdjęcia poniżej) – aczkolwiek uważam, że lepsza byłaby zamiana tych haseł. Sam rozważyłbym powrót do szkoły po przeczytaniu sloganu „Zakochaj się w dziewiętnastce”.

Na Placu Wybickiego poświęciliśmy kilka minut rozważaniom nad pomnikiem poświęconym pisarzowi Grassowi. Oraz przyczynom, dla których samego pisarza na tym pomniku się nie uświadczy. Wszystko to przez fanaberię noblisty, który zażyczył sobie, aby fundusze przeznaczone na wykonanie jego podobizny przekazać na naprawę kanalizacji w jego rodzinnym domu. Też coś!

Po krótkim postoju przed owym rodzinnym domem Grassa (z być może już sprawną kanalizacją – ta informacja jakoś mi umknęła) i wizycie na jednym z okolicznych podwórek (spróbujcie upchnąć kilkaset osób na tak małej przestrzeni) zatrzymaliśmy się pośrodku rozkopanej ul. Wajdeloty. Gdzie nasz i tak liczna grupa powiększyła się o grono słuchaczy patrzących na nas z góry.

Tam poznaliśmy historię ulicy, jej co znamienitszych mieszkańców (rzecz jasna z przeszłości) i… to był już koniec. Rozeszliśmy się do domów, aby spożyć niedzielny obiad, obejrzeć tradycyjną „Familiadę” i przygotować sieciowy album ze zdjęciami (przynajmniej niektórzy z nas).

Jeśli ktoś był na tym spacerze i twierdzi, że było ciepło – znajdzie mnie tutajKolejny spacer – 12 maja po Sopocie. Tu oprócz chłonięcia wiedzy przewidziano czynne lansowanie się na słynnym deptaku. Modny strój wymagany.

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter