Frytki belgijskie

Posted by in Przymorze

Otwarcie punktu z frytkami belgijskimi to ponoć jakiś wyznacznik rozwoju cywilizacyjnego. Media lokalne informują, że to najpopularniejsza przekąska w Warszawie, a to coś przecież znaczy. Tym samym budka z frytkami na Przymorzu, niedaleko przystanku SKM, jest taką namiastką… bo ja wiem? Metra?

Ale żarty na bok – skoro coś jest polecane, to warto ten fakt zweryfikować. Do rzeczonej budki daleko nie mam, więc przyszedł czas na spróbowanie słynnych frytek belgijskich. Których wyjątkowość zasadza się nie tylko na sposobie przyrządzenia, ale przede wszystkim na surowcu. Frytki belgijskie wytwarza się ze specjalnej, belgijskiej (a to niespodzianka!) odmiany ziemniaka. Nie do dostania nad Wisłą.

Budka dość niepozorna, pomalowana w barwy flagi belgijskiej. Powiedziałbym, że nawet dość na uboczu, biorąc pod uwagę standardową trasę z przystanku SKM na uniwersytet bądź do nowych biurowców. Na ścianie frontowej – dość makabryczny w swej wymowie rysunek.

Zupełnie naturalnie skojarzył mi się z tym filmem.

Cieszy natomiast fakt, że właściciel postanowił zaadaptować małą architekturę miejską – to jest betonowe klocki stabilizujące billboard – na potrzeby własnego biznesu. I zrobił tam fajną ławeczkę.

Oczywiście w firmowych kolorach.

Tyle wrażeń wzrokowych. Przyznacie sami, że jak na opis budki z frytkami, trochę się naprodukowałem. A jak same frytki?

PYSZNE!

To faktycznie jest coś innego niż frytki sprzedawane w pozostałych punktach. Te frytki nie tylko są grube, ale na dodatek są chrupiące z zewnątrz i rozpływające się w ustach w środku. Nie są takie słone ani tłuste. A prawdziwym hitem są sosy. Spróbowałem dwóch – alpejskiego i tzatziki. Pierwszy z nich – pikantny (choć nie tak bardzo), wyraźny w smaku, fajnie komponował się z frytkami. Natomiast tzatziki… nie pamiętam, kiedy jadłem go w tak smacznej wersji. Świeży i – co zaskakujące – doskonale pasuje do frytek.

Ja już wiem, że będę od czasu do czasu wracał na frytki belgijskie i Was namawiam do tego samego. Niby tylko zwykła budka przy ulicy, ale cieszę się, że ktoś ją postawił. I to jeszcze tak niedaleko mnie. Jeśli macie jeszcze jakieś wątpliwości, albo chcecie podzielić się swoimi wrażeniami z konsumpcji – piszcie w komentarzach lub na FB.

Ceny tych pyszności: 5 zł za 200 g (tj. 150 g + 50 g gratis), 7 zł za 300 g (250 g + 50 g gratis). Sos płatny złotówkę. Wybór sosów może wydłużyć proces decyzyjny. Smacznego! I koniecznie polubcie ich fanpage!


Pokaż „Gdańsk z dołu” poleca na większej mapie

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter