Po co nam Europejskie Centrum Solidarności?

Posted by in Młyniska

Od samego początku unikam powszechnej nagonki pod nazwą „po co nam ECS”. Owszem, ta instytucja kosztuje górę pieniędzy. Za te środki można z pewnością było zrobić coś innego, pożytecznego. Ale instytucje kultury i nauki też są w mieście potrzebne. A słówko „Europejskie” daje nadzieję, że będziemy mieć do czynienia z placówką o zasięgu kontynentalnym. Mówiąc krótko – postanowiłem poczekać z ocenami do otwarcia placówki. Wierzę, że sama się obroni.

Ale ostatnie wiadomości nieco podkopują moją wiarę.

Prasa donosi, że ECS zgłasza się z pytaniem do ludzi o swoją rolę. Gdy budynek już stoi, gdy do otwarcia placówki został rok – to powinno być jasne. Trochę to przypomina budowanie domu zaczynając od dymu z komina.

Jest jeszcze jedna sprawa – to pytanie nie trafi do wszystkich ludzi. Tylko do grupy 250 osób – artystów, polityków czy ludzi związanych z „Solidarnością”. Czy ci ludzie są w jakimś organie doradczym ECS? A jeśli nie, to jaki jest klucz ich wyboru? Zakładam, że nie jest losowy? Dlaczego 250 osób, wybranych według niejasnych (dla mnie) kryteriów ma decydować o placówce, którą w jakiejś części sfinansowałem?

Tu ponownie objawia się najpoważniejsza słabość ECS, jaką ta placówka przejawiała od samego początku. Kiepska komunikacja. Nie wątpię, że Centrum jest budowane w jakimś celu – innymi niż „postawmy ładny, zardzewiały budynek”. Ale tego celu się mieszkańcom nie komunikuje. Informuje się ich tylko, że wydaje się z kasy miasta sporą sumkę. Nie dziwi więc powszechna niechęć. Teraz zaś sytuacja wygląda, jakby instytucja, która kosztuje nas w tej chwili dużo, nie wie, co ma ze sobą zrobić.

Komunikacja w całym Trójmieście to podstawa. Nie tylko przy ECS. Ale to temat na inny wpis.

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter