Ratujmy gdańskie dźwignie

Posted by in Inne

Takie zdjęcie niedawno wrzuciłem na stronę bloga na Facebooku. Zadałem też pytanie, czy jest może jakiś sposób na rozwiązanie tego problemu – aby przedsiębiorcy mieli obroty (które obecnie zapewnia im reklama), a Długa czy inne ulice nie były zawalone „potykaczami”.

Ciekawi mnie, czy były prowadzone jakieś badania na temat skuteczności takiej formy reklamy? Czy faktycznie wystawienie tablicy przekłada się na więcej klientów? Będąc turystą i widząc takie cztery tablice w rzędzie, raczej trudno by mi było zdecydować się na którakolwiek z nich i poszedłbym dalej (o ile nie szukałbym konkretnego miejsca). Tym bardziej, że te tablice wiele nie mówią. Może – i tu duży apel do wszystkich restauratorów – warto pomyśleć nad bardziej oryginalnymi formami promocji niż „potykacze” i „naganiacze”?

Długa i okolice są niesamowicie zaśmiecone reklamami. Wszędzie parasole, „potykacze”, szyldy – wszystko z konkretnymi markami. Od jakiegoś czasu pojawia się koncepcja, aby Główne Miasto uczynić parkiem kulturowym, na terenie którego zamieszczanie reklam byłoby ściśle regulowane przepisami. Pozwala to uniknąć estetycznego rozgardiaszu, jaki panuje, gdy pozwala się na reklamową samowolkę. Obawiam się jednak, że nieprędko uda się taki obszar w Gdańsku wyznaczyć. Bo na tejże Długiej wisi też to:

Cudo. Szanse na przeoczenie festiwalu „Soli Dartsy” (te litery wybijają się najmocniej) mam jeszcze mniejsze, niż na przeoczenie słynnego koncertu Bon Jovi na stadionie. Pomijając jednak tak oczywiste złośliwości – przypatrzcie się, kto widnieje na tym plakacie. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Samorząd Województwa pomorskiego i Miasto Gdańsk jako Rada Programowa. Narodowe Centrum Kultury i Opera Bałtycka jako organizatorzy. Przy takim podejściu trudno oczekiwać, aby coś mogło się szybko zmienić. Szmata musi wisieć.

Dlatego mam propozycję akcji społecznej. Nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu. Gdańsk, ze swoimi tradycjami portowo – kupieckimi, na handlu się zna i go ceni. Więc i owe dźwignie handlu są mu bliskie. Dlatego apeluję, abyśmy zadbali o te dźwignie i je uratowali przed brzydotą (przez analogię do akcji ratowania gdańskich dźwigów). Jeśli już muszą być w naszej przestrzeni, niech cieszą oko dobrym doborem barw i czcionek. Niech nie stoją rzędem w poprzek ulicy, niczym płotki na zawodach lekkoatletycznych. Niech będą kreatywne i dowcipne – jak choćby ta reklama koło historycznej dziury.

Skoro reklamy muszą zaśmiecać nasz krajobraz, niech to chociaż robią w dobrym stylu. Przyłączycie się do takiej akcji? Piszcie w komentarzach i na Facebooku.

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter