Blog Forum Gdańsk 2013

Posted by in Młode Miasto, Młyniska

Byłem po raz trzeci. Zachwyciłem się po raz trzeci.

Nie wiem, jak wypada Gdańsk, jeśli chodzi o organizację innych branżowych konferencji, ale blogerom moje miasto potrafi dogodzić. Przez dwa dni znowu byliśmy stolicą blogowej Polski. Zresztą – może jesteśmy tą stolicą codziennie?

Cieszy mnie, że po trzech latach od rozpoczęcia tej imprezy znowu wróciliśmy na tereny stoczniowe. I to kilkaset metrów od pierwszej lokalizacji, czyli „Wyspy”. Tym razem wszyscy blogerzy mogli zobaczyć, że na tych terenach coś się dzieje…

Ale wiadomo, że polska blogosfera nie zjeżdża do Gdańska podziwiać krajobrazy. Chcą dyskutować, knuć i dzielić się wpływami nad światem.

Tegoroczne prelekcje miały jedno ważne założenie – nie mówimy o kasie. I to było ze strony organizatorów bardzo dobre posunięcie. Ten temat był wałkowany od pierwszej edycji (gdzie były osoby twierdzące, że zarabiający bloger to nie bloger) i dziś, trzy lata później, jesteśmy już chyba na tyle świadomi w tym temacie, żeby nie gadać o nim na okrągło.

Zamiast tego organizatorzy postanowili wrócić do źródeł – do pasji, do misji, do potrzeby blogowania. Jednak zamiast sentymentalnego festiwalu „jak zacząłem blogować” były bardzo wyraźne postaci, pokazujące, że blogowanie dla nich to coś więcej. Z jednej strony – gotowe wzorce do naśladowania (niekoniecznie poprzez skopiowanie kropka w kropkę). Zz drugiej strony – impuls do zastanowienia się nad tym, co mnie napędza do blogowania. I czy w tym piecu jeszcze bucha ogień, czy ledwo tli się żar. Ale tego typu refleksje zostawiam sobie na wpis na moim drugim blogu.

Potwierdza się to, co kiedyś stwierdzono na Twitterze – cały Gdańsk ma jedną koszulkę, noszoną w systemie zmianowym

Zamiast tego – i kończąc tę notkę, bo BFG nie można tak po prostu opisać bądź streścić – garść banałów. Konferencja zorganizowana wzorowo, podobnie jak impreza integracyjna. Koncert Wojciecha Mazolewskiego sprawił, że nawet ja zacząłem lekko podrygiwać nóżką (a to nie do końca moja muzyka). Jedyne, czego mi zabrakło podczas tych dwóch dni, to… mięso. Serio, blogerzy w tym roku strasznie żarłoczni byli. Sobotę z przymusu uczyniłem dniem jarskim. W niedzielę na moim talerzu wylądował samotny klops, którego ktoś przeoczył w gotowanej marchewce (ale pyszny był, z winogronem w środku).

Do tego dołączam tradycyjne gratulacje dla organizatorów (Ida – good job!), prowadzących (Panowie Lekko Stronniczy mogliby prowadzić dowolną imprezę w tym kraju, podnosząc tym samym jej poziom) oraz prelegentów. Osobne brawa i podziękowania trafiają na ręce Krzysztofa Kanciarza za najlepszą motywacyjną mowę w moim życiu (zbyt hermetyczne, aby tłumaczyć).

Nie mogę też zapomnieć o nagrodzonych i wyróżnionych w konkursach. W „Blog of Gdańsk” tym razem nic nie wygrałem (nie można być wyróżnianym co roku), ale nagrody trafiły w dobre ręce. Trzy wyróżnienia dla: „Ruszaj w drogę” (dobry pomysł na bloga, a do tego Kasia i Maciek to strasznie sympatyczni ludzie), „Kochamy Żuławy” (porządny blog lokalny, wyrosły – o ile dobrze pamiętam – ze strony na FB, a Marta jest jedną z dwóch posiadaczek kubków mojego bloga) i „Wittamina” (bardzo fajnie napisany blog, chyba zacznę czytać). Nagroda publiczności trafiła do „Autostopem przez życie„. A nagroda głowna – do Pauliny Wnuk i „From movie to the kitchen” (Paulina robi świetną robotę).

Była też nagroda „Blog Forum Gdansk Award” gdzie w trzech kategoriach zwyciężyli: Maciej Budzich (bloger społecznie odpowiedzialny), Natalia Hatalska (najbardziej wpływowy bloger) i Orange (marka przyjazna blogerom, pierwotnie tytuł przypadł miastu Gdańsk, które jednak zrzekło się go na rzecz operatora). Cała ceremonia wręczenia nagród była – co przyznaję szczerze – bardzo wzruszająca.

Kto nie był – niech żałuje. Ja już czekam na zgłoszenia w 2014.

PS: w tym roku aktywnością fizyczną dla blogerów było bieganie. Pomyślicie, że nie mogłem przegapić takiej atrakcji? A jednak mogłem. Jak już ostatnio pisałem – bieganie bez pomiaru czasu i towarzyszącej temu adrenaliny to nie dla mnie. A poza tym: wstać w niedzielę po imprezie, aby o 7 rano być pod Neptunem? Nie sądzę…

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter