Pies i Róża – miejsce niebanalne

Posted by in recenzje, Śródmieście

20140313_164314

Są takie chwile, gdy nie lubię tego mojego zabiegania służbowo – blogowego. Bo przez nie przegapiam fajne lokale i cieszę się nimi, gdy już wszyscy je poznają. „Pies i Róża” działa w Gdańsku już kilka miesięcy, a ja dopiero wczoraj odwiedziłem ich po raz pierwszy.

Ale skoro już tam trafiłem, to Wam też polecam. Warto.

20140313_153213

W Gdańsku, na Świętojańskiej, jest sobie mały lokal. Urządzony w niebanalnym stylu (niebanalność stylu najłatwiej rozpoznać po lampach). Dodatkowo przystrojony fantastycznymi obrazami przedstawiającymi stocznię. Niestety, ten obraz, który najbardziej przypadł mi do gustu, artystka zabrała właśnie na aukcję do Krakowa. Ale jeśli ktoś z Was chce mi sprawić przyjemność…

Ale do rzeczy. W niebanalnym wnętrzu czeka na nas niebanalna oferta. Na pierwszy rzut oka jest to miejsce, gdzie można zjeść domowe ciasto i napić się pysznej herbaty – ale wiecie, że bloger raz okiem nie rzuca.

20140313_153013

Drugi rzut pozwolił mi dostrzec dziwnie zielony napój. Nie był to (niestety) japoński napój z melona ani napój pietruszkowy, jaki czasem zdarza mi się robić – mikstura bazuje na bananie i zawiera w sobie m.in. szpinak. Co jeszcze? To już pozostawiam Wam do odkrycia, ale zaręczam, że jest to bardzo fajny, słodki napój.

Nie wypada jednak siedzieć w lokalu nad jedną szklanką, zatem postanowiłem skusić się na zupę. Wczoraj była to tom yum, czyli daleka Korea w grodzie nad Motławą. Menu zmienia się podobno codziennie, więc nie gwarantuję, ze jutro też to będzie dostępne.

20140313_153825

W przypływie szaleństwa zażyczyłem sobie wersji wegańskiej (z tofu) i… nie spodziewałem się, że danie bezmięsne może być tak dobre. Zupa była dobrze przyprawiona, z wyczuwalnym smakiem mleczka kokosowego. Do tego nierozgotowana fasolka i cebula. No i jeszcze nienachalny smak tofu. Pyszność!

A do tego atmosfera w lokalu jest po prostu przyjazna. Wszyscy uśmiechnięci, skorzy do rozmowy – w takich warunkach aż chce się jeść. I wracać. Co też z pewnością uczynię.

Ponieważ w „Psie i Róży” byłem po raz pierwszy, powinienem powstrzymać się od wystawiania oceny, ale to ja tu ustalam zasady. Dlatego „Pies i Róża” dostaje ode mnie mocną piątkę z dwoma minusami (żebym jednak zachował pozory surowej oceny). Jeden za to, że do takiej zupy z makaronem lepsze byłyby pałeczki zamiast widelca. Drugi za to, że ten obraz, który tak mi się podobał, zniknął…

Tak więc od dziś, kto jeszcze nie był – na Świętojańską w Gdańsku marsz! Smacznego!

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter