Podaj Wiosło 2014

Posted by in Wrzeszcz

image

Szybko – co łączy wybory powszechne w Sudanie i kominiarzy? Albo ile byłbyś w stanie oddać za PIN do karty? I czy z cudzołóstwa trzeba się spowiadać?

Jeśli pomyśleliście, że zwariowałem, albo zmieniam profil tego bloga – uspokajam. Wszystko zostaje po staremu. Po prostu z takimi dylematami zmierzyli się bohaterowie spektakli prezentowanych podczas trzeciego festiwalu improwizacji „Podaj wiosło”, który odbył się w miniony weekend w Teatrze Miniatura.

Pamiętając, ja znakomicie bawiłem się w zeszłym roku (będąc tylko na spektaklu jednej grupy), w tym roku wybraliśmy się na przedstawienia aż czterech zespołów. Tym bardziej, że dwa z nich powstały z rozpadu tak fantastycznych przed rokiem gdańskich „Kompanów”. Czy podział przełożył się na podniesienie poziomu przedstawień?

Może po kolei.

Po pierwsze – celowo używam określenia „przedstawienie” lub „spektakl”. Owszem, niektóre formy prezentowane na scenie obfitowały w krótkie sceny, ale to nie były skecze. A impro to nie kabaret. Owszem, ma być przede wszystkim zabawnie, ale trzeba mieć w pamięci pewną umowność i – słowo klucz – konwencję.

W piątek festiwal rozpoczął się mocnym akcentem – gdańska grupa „Abordaż” (czyli część dawnych „Kompanów”) i ich spektakl „Pamiętny dzień”. Z wydrukowanych z Wikipedii faktów na temat 11 kwietnia (bo to był ten dzień) wybrano kilka i zbudowano z nich opowieść. Nie bójmy się tego słowa – epicką. Oto w wyborach powszechnych w Sudanie dochodzi do starcia dwóch grup – Beduinów, rządzących poprzez swoją cesarzową, oraz kominiarzy, śmiało sięgających po władzę. Namiętność. Intrygi. Zdrada. Podrzucone dzieci. Babki z piasku. I wielbłąd. To wszystko było w spektaklu, który odbył się tylko raz. Sala ryczała ze śmiechu.

Po „Abordażu” na scenę wyszła „Hofesinka” z Warszawy – silnie wsparta standuperami. Ich spektakl „Living room” bazujący na luźnych rozmowach i odgrywaniu scen z nich wynikających miał dobre momenty, ale nie zbliżył się poziomem do tego, co przedstawili gdańszczanie. Sorry, warszawiacy, ale długa droga przed Wami.

Następnego dnia na początek trafiliśmy na wrocławską „Improkrację” i ich spektakl „Partyturka”. Pomysł i genialny – z utworów muzycznych dostarczonych przez widzów przed spektaklem odtwarzano początek, aby zbudować nastrój. A następnie część zespołu odgrywała krótką scenkę. Było to przedstawienie bardzo dynamiczne i niesamowicie śmieszne. Chyba tylko sentyment do ziomków z Gdańska nie pozwala mi stwierdzić, że byli lepsi od „Abordażu”, więc przyjmijmy, że byli tak damo dobrzy. Ja już wiem, że jeśli kiedykolwiek „Improkracja” wystąpi ponownie w Trójmieście, postaram się być na widowni.

Zakończeniem naszego dnia na festiwalu był występ kolejnej ekipy powstałej po rozpadzie „Kompanów”, czyli „Peletonu”. Zbudowali ciąg scenek wokół pytania „Czym jest niebyt?” I z żalem musze przyznać, że nie był to ten poziom, co kiedyś „Kompani” albo chociażby poprzedzający ich wrocławianie. Owszem, były śmieszne momenty czy dialogi („Jestem absztyfikantem!” – „Jakiś Niemiec?”), ale bywało też refleksyjnie. Chociaż ostatni akt, pokazujący spowiedź – to taka mała perełka. Niekoniecznie do bólu brzucha, ale miał potencjał nie tylko w obrażaniu ewentualnych uczuć religijnych.

Podsumowując – nie mogę się już doczekać kolejnego „Wiosła”. Mam tylko nadzieję, że nie będzie kolidować (jak w tym roku) z przeglądem najgorszych filmów świata, bo chciałbym kiedyś obejrzeć „Zabójcze ryjówki”… Tymczasem zachęcam Was do oglądania ipmro gdziekolwiek będziecie mieć okazję. Jeśli dobrze kojarzę, to najbliższa już w przyszłym miesiącu.

No i widzimy się za rok w Miniaturze!

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter