Nocny Bieg Świętojański

Posted by in Gdynia

Czyli jak zebrałem wszystkie trzy żagle (i czekam na kadłub).

W nocy z piątku na sobotę, punktualnie o północy, wystartował Nocny Bieg Świętojański w Gdyni. Pierwsza refleksja – skoro od kilku lat te biegi odbywają się nocą, to po co dodawać przymiotnik „Nocny” w nazwie? Czy to nie sugeruje, że może być też bieg dzienny?

Ale rozważania językowe na bok, pora skupić się na samym bieganiu. Jak zwykle frekwencja dopisała. Pogoda niestety niekoniecznie – pod sam koniec biegu zaczęło mżyć. Natomiast ze strony organizatorów pojawiła się jedna niespodzianka: pierwszą połowę trasy poprowadzono w przeciwnym kierunku niż do tej pory. Co oznaczało, że kilka fajnych zbiegów nagle zamieniło się w niefajne podbiegi. I zamiast tradycyjnie zmęczyć się na siódmym kilometrze na Świętojańskiej, człowiek męczył się już przed piątym…

Ale poza tym było fajnie. A byłoby jeszcze fajniej, gdyby nie kilka drobnych zgrzytów organizacyjnych.

Po pierwsze – dojazd. Jakoś tak wydawało mi się, że miasto powinno zachęcać do przyjechania na taką imprezę transportem zbiorowym. Tak robi choćby gdański MOSiR w przypadku parkrunu. Tymczasem dojazd do Gdyni osób z reszty aglomeracji jest uzależniony od kolejek SKM. A te, w kierunku Gdańska, jeździły o 1:10 i 2:08. Przypominam, że start był o północy… a meta na Skwerze Kościuszki. Aby zdążyć na kolejkę 1:10, należy bardzo szybko biec.

Stąd zapewne masa aut parkujących na okolicznych podwórkach i ulicach. Pamiętam, jak przed rokiem postanowiłem przyjechać na nocny bieg samochodem. Szukałem miejsca parkingowego kilka minut, wreszcie wcisnąłem się w jakąś szczelinę przy Batorym i liczyłem, że nikt mnie nie porysuje. Żaden wolontariusz ani funkcjonariusz nie kierował na wolne miejsca, nie wyznaczono dodatkowych parkingów.

Aby więc uniknąć w tym roku takiego stresu, pojechałem kolejką. I zdziwiłem się mocno, że Gdynia nie potrafi dogadać się z SKM na jakieś cztery do sześciu dodatkowych kolejek – wstawienie dwóch dodatkowych kursów w stronę Gdańska i dwóch do Wejherowa pozwoliłoby wielu osobom spokojnie wrócić do domów.

Ale okazało się, że jest inny sposób, abym kończąc bieg w czasie poniżej godziny dość gładko (a nawet z lekkim pośpiechem) zdążył na kolejkę o 2:08. Wystarczy spowolnić rozchodzenie się zawodników.

Najpierw przy wręczaniu medali. Dzięki kilku chciwym złomiarzom, którzy podczas biegu w lutym brali po kilka medali (bo takie fajne…), teraz odbiór każdego medalu jest „kwitowany” postawieniem znaczka na numerze startowym. Co wydłuża wręczanie medali. Ale poza tym cały czas mam wrażenie, że samo wręczanie nie jest zoptymalizowane. Przy wolontariuszkach tłoczą się biegacze, między nimi są wolne przestrzenie… No i każdy medal wręcza para – jedna osoba daje medal, druga stawia „ptaszka” na numerze. Czy jedna osoba nie mogłaby jedną ręką kreślić znaku, a drugą podawać medal ze stolika za nią? Przecież i tak tych medali pilnują ochroniarze.

Medale odebrane, teraz pora na depozyt. W tym roku urozmaiceniem było podzielenie punktów odbioru według numerów startowych na przedziały nieciągłe i niewystępujące obok siebie. Na przykład ja oddawałem worek do osoby odpowiedzialnej za numery 3200 – 3600, 4000 – 4400 i 5200 – 5600. A numery sąsiednie wcale nie były na stanowisku obok. Najpierw więc trzeba było znaleźć właściwą kolejkę, a potem odstać w niej swoje.

Jednocześnie marznąć na wietrze. Brrr.

Gdy zastanawiałem się, dlaczego wpisowe za te zawody w ciągu dwóch lat wzrosło o 200% (z 10 zł do 30 zł), uzyskałem odpowiedź od organizatora, że rosnąca liczba uczestników wymusza konieczność opłacenia większego zaplecza. Niestety, mam wrażenie, że to skalowanie nie jest równe. Może i liczba służb zabezpieczających imprezę jest wystarczająca, ale wolontariuszy – chyba nie. A i organizacja ich pracy mogłaby być – moim zdaniem – lepsza.

Do listopada, kiedy będzie ostatni bieg z Grand Prix i do trzech medali w kształcie żagli dołączy jeden w kształcie kadłuba, jest jeszcze trochę czasu. Liczę, że Gdynia wyciągnie wnioski. Jak dla mnie – może nawet podnieść wpisowe do 40 zł, bylebym mógł szybko i sprawnie po minięciu mety wrócić do domu.

Kliknij i przekaż dalejShare on FacebookTweet about this on Twitter